Life (2017)

LIFELife

Na film trafiłem przypadkiem przeglądając nowości na filmwebie. Nie wiedziałem o tym filmie nic, nie oglądałem zwiastuna, nie przeglądałem zdjęć, jedynie przeczytałem krótki opis, który nic tak naprawdę nie zdradzał. Zaintrygowany okładką filmu oraz obsadą (Jake Gyllenhaal, który ma coraz większe szanse na Oscara) postanowiłem, że ten film obejrzę.

Następca obcego?

Niestety nie udało mi się obejrzeć go w kinie, czego bardzo żałuję. Film obejrzałem na DVD w domowym zaciszu.

W filmie poznajemy grupę osób biorących udział w międzynarodowej wyprawie kosmicznej. Po przechwyceniu sondy kosmicznej z próbkami gleby pobranej z Marsa, odkrywają oni, że na Marsie jest życie. Odkrycie wywołało sensację na cały świat, bohaterowie stali się sławni, a „mały marsjanin” otrzymał imię Calvin.

Oczywiście jak można się spodziewać, Calvin nie jest przyjaźnie nastawiony do ludzi. Nie będę zdradzał więcej fabuły filmu, bo nie o to chodzi 🙂

W Life widać duże nawiązania do klasyków horroru „Obcego” i „Coś”, ale też do współczesnej „Grawitacji”. Mamy stację kosmiczną, grupę ludzi i obcego, który chce ich wszystkich zabić.

Takie połączenie aż się prosi o klaustrofobiczny klimat, którego niestety nie uświadczymy. Przez większą część filmu było mi obojętne kto zginie, a kto nie. Bohaterowie zachowują się nieracjonalnie i niekiedy głupio. Pełno jest też pseudofilozoficznych tekstów.

Swoją drogą, postać grana przez Ryana Reynoldsa wydaje się być uboższą kopią Deadpoola.

Przewidywalność

Większa część filmu jest do przewidzenia. Widać standardowe chwyty wykorzystywane w wielu podobnych produkcjach. Gdy już wszystko idzie „zgodnie z planem”, nagle jeden z bohaterów wpada na „inteligenty” pomysł, który wszystko niszczy. I zaczynamy wszystko od nowa…

Film miał duży potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Jedynie świetne zakończenie ratuje końcową ocenę filmu. Z jednej strony mamy sztampowe rozwiązania, z drugiej świetne zakończenie, dobrą muzykę i niezłe efekty.

Sam film od strony wizualnej wygląda bardzo dobrze, na dużą uwagę zasługuje muzyka (szczególnie polecam utwór „A Long Way Back”, który bardzo przypomina utwór „The Beast” z filmu „Sicario” ). Oszczędnie używano światło, bardzo często tylko twarze bohaterów są oświetlone, a reszta otoczenia jest spowita mrokiem. Obraz wydaje się jakby wyprany z barw, podobny zabieg użyto w serialu „The Expanse”.

Aktorstwo jest poprawne, nic więcej.

Czy Life mi się podobał? I tak, i nie. Widać, że był pomysł na wstęp i zakończenie, ale środek filmu wydaje się, jakby był „pisany” w trakcie kręcenia zdjęć. Osobiście nie żałuję, że poświęciłem czas na to dzieło, ale film nie należy do wybitnych i nie zostanie zapamiętany jak „Obcy” i „Coś”.

Zachęcam do obejrzenia, by wyrobić sobie własną opinię.

Końcowa ocena: 7/10 (Głownie za zakończenie)

  • reżyseria:         Daniel Espinosa
  • scenariusz:     Rhett Reese Paul Wernick
  • gatunek:          Thriller Sci-Fi
  • produkcja:      USA
  • premiera:        24 marca 2017 (Polska) 18 marca 2017 (świat)
  • muzyka:          Jon Ekstrand
  • zdjęcia:            Seamus McGarvey
  • budżet:            $58 000 000


 

 

ZWIASTUN