Z Nation – 1. i 2. sezon

Z NationZ Nation

Wyobraźcie sobie połączenie The Walking Dead, Zombieland, Sharknado, Morderczej opony, Maczety i Jestem legendą. Mieszanka iście wybuchowa. Twórcy Z nation już od pierwszych minut pokazują nam, że nie jest to kolejny pseudointelektualny serial, tylko totalny miks gorszych i lepszych pomysłów podany w postapokaliptycznym świecie opanowanym przez zombie.

Początkowo nawet nie chciałem oglądać tego serialu, ale potrzebowałem czegoś, co będzie leciało w tle, gdy ja będę wykonywał swoje obowiązki. Czegoś prostego, nie wymagającego skupienia i zaangażowania. Wybór padł na to dzieło z dwóch powodów: lubię motyw zombie, i serial miał dość niską ocenę na filmwebie (czyli nie będzie mi szkoda, jak będzie leciał w tle i połowy odcinka nie obejrzę).

Nie będę ukrywał, że zabierając się za ten serial liczyłem na coś pokroju The Walking Dead, czyli serialu o próbie przetrwania w świecie opanowanym przez nieumarłych. Ależ to było błędne myślenie…

Jedyna szansa ludzkości

Murphy – jedyny człowiek, który przeżył ugryzienie zombie musi trafić do Kalifornii, gdzie przy użyciu jego krwi mają przygotować antidotum, a pomagać mu będą ludzie, którzy niekoniecznie za nim przepadają. Na tym polega główna fabuła serialu. Bohaterowie przez oba sezony (bo tyle tylko obejrzałem) próbują przetransportować Murphego, sami przy okazji nie ginąc.

Z Nation

Ogromny plus serialu jest taki, że twórcy początkowo nie bali się uśmiercać ważnych (wydawać by się mogło, że głównych) bohaterów. W drugim sezonie jest tego mniej, ale i tak więcej niż w TWD 🙂 Bohaterowie są dość schematyczni i mocno podobni do postaci z „The Walking Dead”, mamy twardą babkę – Robertę Warren (Michonne?), świetnego strzelca – 10k (Daryl?), śmieszkującego „dziadka”, który trzyma ich wszystkich w kupie – Doc (Dale?), gościa, którego nikt nie trawi – Murphy (Merle Dixon?), przywódce – Charles Garnett (Rick?) i dwójkę zakochanych, gdzie kobieta jest strasznie irytująca – Mack i Addy (ponownie Rick i Lori).

Z Nation

 

Sam serial jest bardzo, ale to bardzo… głupi. Tak przynajmniej początkowo uważałem.
Twórcy wiedzą, że Z Nation nie jest ambitnym tworem, dlatego sami niejednokrotnie nawiązują do masy różnych filmów. W trakcie tornada trąba powietrzna wyrzuca zombiaki na wszystkie strony, a jeden z bohaterów krótkim zdaniem nawiązuje do „Sharknado”, innym razem wielki toczący się kawał sera ewidentnie nawiązuje do „Morderczej Opony”. Mamy też nawiązania do kreskówek – Homer Stubbins jest właścicielem elektrowni atomowej, a w serialu Simpsonowie Homer jest pracownikiem takiej elektrowni. Pojawia się też nawiązanie do Kolekcjonera z komiksów Marvela oraz do strefy 51. Odcinek dziejący się w hotelu skojarzył mi się z „Komórką” Stephena Kinga.
W serialu we własnej osobie pojawia się też pewien znany pisarz, który uwielbia uśmiercać swoich bohaterów…
A widzieliście kiedyś zombie na haju? Nie? No to tutaj zobaczycie!

Z Nation

Różnorodność

Podobało mi się, że w serialu przedstawiono kilka różnych gatunków zombie. Mamy radioaktywne zombie, roślinne, bardziej inteligentne zamieszkujące pustynne tereny, pojawia się gigantyczne zombie (coś jak boss w różnej maści gier komputerowych), są zombie wolne i szybkie, a nawet dzieci (nie pamiętam by w The Walking Dead coś takiego pokazali, no poza pierwszym odcinkiem).
I uwaga, wisienka na torcie…. zombie niedźwiedź!
Widać, że twórcy postarali się, by zombiaki nie były monotonne jak w TWD.

Oczywiście nie tylko żywe trupy są zmorą naszych bohaterów. Są gangsterzy, sekty, kartele narkotykowe, łowcy nagród i… sam Murphy.

Z Nation

Serial mimo, iż jest dość słabo wykonany (widać mały budżet) to mimo wszystko jest miłą odskocznią od pseudointelektualnego TWD. Chociaż w drugim sezonie widać, że twórcy dostali większe pole do popisu, dostajemy lepszą charakteryzację i efekty specjalne. Pierwszy sezon naprawdę wyglądał kiczowato. Aktorstwo jest na niskim poziomie, jedynym bohaterem, który jeszcze coś próbuje pokazać jest Doc.

Początkowo nie mogłem się przekonać do tego serialu, ale po obejrzeniu kilku pierwszych odcinków zostałem kupiony 😀 Najważniejsze, to zmienić podejście 🙂
Ostatecznie jestem miło zaskoczony tym potworkiem. Nastawiłem się na totalnie słaby serial, a otrzymałem mieszankę wybuchową, która momentami szokuje pomysłami. Naprawdę świetnie się bawiłem oglądając Z Nation. Oczywiście, jest to typowy odmóżdżacz i osoby liczące, że otrzymają serial pokroju „Breaking Bad” czy „Game of Thrones” srogo się zawiodą. Jeżeli lubisz kiczowate, zryte seriale (i filmy) to serdecznie polecam Ci tego twora! 🙂

 

Jakbym miał go ocenić, to mogę dać mocne 6/10

ZWIASTUN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *